W państwowym domu dziecka w Załuczu przebywa ok. 130 dzieci w różnym wieku. Są tam osoby z zespołem Down'a, dziecięcym porażeniem mózgowym, różnego rodzaju defektami spowodowanymi awarią w Czernobylu.
Pierwszy proboszcz miejscowej parafii, ks. Jan Radoń, "odkrył" to miejsce, całkowicie zamknięte dla postronnych osób. Było i jest łaską Boga, że dyrekcja zakładu zgodziła się na wejście i poznanie, w jakich warunkach przebywają dzieci. Dzięki wielkiej pomocy wielu ludzi udało się w znaczący sposób poprawić warunki bytowe w sierocińcu. Obecnie pracuje tam 8 wolontariuszy, którzy swoją ofiarną pracą pomagają dzieciom, uczą je podstawowych umiejętności i koordynują rozdzielanie pomocy humanitarnej.
Problemów jest wiele. Z całą pewnością jednym z nich jest niedostateczne wsparcie materialne. Następną sprawą jest ciągła praca nad zmianą mentalności ludzi, dla których osoby niepełnosprawne są "karą od Boga" i należy je izolować. Dlatego każda pomoc, również materialna, jest wielkim świadectwem dla miejscowych ludzi, do których chyba pomału dociera, że ta pomoc jest bezinteresowna i wypływa z potrzeby serca.